Chth to chemioterapia. L to life. 73 to założona przeze mnie długość życia. Statystycznie nie żyję już od kilku lat więc może się uda.
środa, 31 maja 2006
Nie che MiSie
O rany jak mi się nic nie chce. Od rana nie mogę się obudzić i wziąć do jakichś pożytecznych zajęć. Nie pomaga kawa ani nic. W dodatku wszystko mnie swędzi i jest mi zimno. Podejrzewam, że to skutki uboczne plasterków. Chyba wolę tabletki.

Poza tym wszyscy dzisiaj ścigają moją szefową. Odpowiadam co i raz na telefony różnych niezadowolonych pań, z którymi była umówiona, a się nie stawiła, albo stawiła się, ale nie tam gdzie trzeba. "Tak tak... bardzo mi przykro... jak tylko się pojawi to przekażę wiadomości... no niestety nic nie mogę zrobić..."

Coraz bardziej napalam się na sobotni Grudziądz. Może jednak się uda?
wtorek, 30 maja 2006
Obywatel m.st.
Po sześciu latach wreszcie zameldowałem się na stałe w moim mieście. Zajęło to (razem ze zmianą dowodu) 3h. Kosztowało 30 PLN + świętą cierpliwość do jednej pani okienkowej meldunkowej, śmiertelnie znudzonej i niezadowolonej z życia. Pewnie nie ma łatwo, kiedy po kilka godzin dziennie siedzi w tym swoim okienku, trzepie stempelki, wypisuje kwitki, wklepuje literki, a jeszcze ludzie formalności nie dopełniają (ja na przykład nie miałem zaświadczenia o zameldowaniu czasowym [ale miałem kilka innych Bardzo Ważnych i Zupełnie Niezbędnych Zaświadczeń - o święta biurokracjo! ])... ale z drugiej strony pani dowodowa była już uśmiechnięta i bardzo miła, załatwiła mnie szybko i bez żadnych problemów (mimo że latałem dwa razy po dodatkowe papierki do kawiarenki, gdzie zostawiłem plecak). Dowodzi to prastarego przysłowia, że są ludzie i ludziska.

Trochę mi się nie podoba, że będę miał w dowodzie łysy łeb. W starym miałem dłuuugie pióra, pamiątkę z szalonej i pięknej młodości. A niestety nie ostało się wystarczająco dużo fotek z jakąkolwiek fryzurą, więc musiałem zrobić nowe. Łyse. Cóż. Niestety kiedyś musiało mnie to dopaść. Sam sobie winien jestem, woziłem się z tymi sprawami tyle lat... a przecież był okres, kiedy miałem fryzurkę. I pewnie jeszcze będzie. Ale ile można czekać?

Szkoda, że do dowodu nie można się fotografować w kapeluszu. Heh.... mój kapelusz... ostatnio traktuję go trochę jak Rincewind traktował swój szpiczasty kapelusz maga (zainteresowanych odsyłam do Pratcheta).

Przez cały ten interes z meldunkami do roboty dotarłem o godzinie poniżej krytyki - tj. za pięć trzynasta. Na szczęście szefowej dzisiaj nie ma więc istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że nikt tego nie zauważy.

Rano ubrałem się jak na sybir, bo marznę ostatnio niewymownie, ale już jadąc do pracy musiałem to wszystko z siebie zrzucać. Nie można ostatnio ufać pogodzie ;-).
poniedziałek, 29 maja 2006
Nareszcie normalnie
Odpuściło chyba na dobre (odpukać).

Z nowymi siłami ruszyłem do roboty. Tak jak czasem wydaje mi się, że siedzę w pracy i nic nie ruszam do przodu tak dziś odnoszę wrażenie, że odwaliłem kawał dobrej roboty. Jak ruszać to z kopyta :-).

Przede mną wieczorne wizyty rodzinno-towarzyskie, a jutro znowu do roboty!
niedziela, 28 maja 2006
Reaktywacja nadchodzi
Z dnia na dzień jest jednak coraz lepiej. Dziś już zupełnie nieźle. Skończyły się problemy z żarciem, pierwszy raz od pięciu dni byłem na spacerze. Jeszcze osłabienie nie zeszło, do domu wchodziłem w trzech etapach z odpoczynkami, ale teraz powinno być dobrze. Strasznie w kość dała mi ta chemia. Mam nadzieję, że w tej serii to już koniec problemów. Muszę tylko pamiętać, żeby dużo pić.

Byliśmy w parku. Kawiarenki już rozstawione. Ta, w której byliśmy dość droga - piwo i cola po 5PLN. W zeszłym roku było po 4PLN. A piwo ponoć marne (mimo, że Warka). Apetyt na browarka miałem. Ale niestety - albo plasterki albo piwko. Mam ochotę zjeść coś niezdrowego. Może za kilka dni jak już się dobrze unormuję?

Ech... za tydzień to może jednak pojadę sobie na jakąś kolejówkę. Najlepiej Warszawa-Działdowo-Grudziądz-Chełmża-Toruń-Warszawa. Ale nie wiem czy się zerwę na pociąg o 6 rano. A jak nie to chociaż do Gdańska, na ziemniaki faszerowane śledziami w uroczym lokalu w bok od Rynku.

A jutro do roboty! Ludzie tego nie lubią. A ja uwielbiam. Chwała Bogu mam pracę, która daje mi niesamowitą satysfakcję i dobrą szefową, która rozumie moją sytuację. Na prawdę, kiedy myślę, że jutro tam pójdę od razu czuję się lepiej.
sobota, 27 maja 2006
kiedy to wreszcie odpuści...
Wciąż nie odpuszcza. rano było OK, ale po śniadaniu z powrotem syf. Kawa podchodzi mi pod gardło. Błe... To już trochę przegięcie. Mogło by mi już przejść. Zwykle przechodzi po 3 dniach. To już piąty dzień.
piątek, 26 maja 2006
Ciężko odpuszcza
Ostatnia chemia ciężko odpuszcza. To już czwarty dzień. Powinno być OK. A jest nie bardzo. Uszy zatkane. Brak sił. Chwała Bogu apetyt jest.

Chyba nie uda się pojechać na kolejówkę w ten weekend. A chciałoby się. Może tym razem przepłacę i pojadę sobie expresowo-intercitowo? Grudziądz może w sumie jeszcze po(sz)czekać... Bardzo chce mi się ruszyć. Oglądam strony galerii kolejowych i zazdrość mnie zżera.
czwartek, 25 maja 2006
Zaczynamy?
Ktoś mi kiedyś powiedział, żeby trochę popisać.  To popiszę. Czasem trzeba. Żeby nie zgłupieć do reszty. Bo nie zawsze jest komu powiedzieć jak jest świetnie. Bo nie zawsze jest komu powiedzieć jak bywa wujowo. Lub jak mówią w pewnym popularnym seksistwoskim dowcipie kucharskim "bo tak!"
| < Maj 2006 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Popieram akcję ochrony doliny Rospudy
Ten blog jest optymalizowany do oglądania w przeglądarce Firefox przy rozdzielczości ekranu 1024x768 px.