Chth to chemioterapia. L to life. 73 to założona przeze mnie długość życia. Statystycznie nie żyję już od kilku lat więc może się uda.
czwartek, 12 lipca 2007
Nieco przerażający sen ostrawski

[To jeszcze reminiscencje dzisiejszej nocy. Znowu lekki ból brzucha, znowu nad ranem. Tym razem bez żadnych prochów, nie licząc plasterka.]

Wychodzę za granicę Polski. Wchodzę do Czech przez ciemne pomieszczenie po bardzo stromej drabinie. Wynurzam się na ulicy. Sprawdzam, czy mam wszystkie konieczne dokumenty. Wszystko jest w najlepszym porządku. Mogę tu być przez kilka godzin. Wiem, że to jest czeska Ostrava. Skojarzenia z piosenką o Ostravie Nohavicy. Obok przejeżdża pociąg. Wiem, że będę wracał pociągiem do Polski, już nie tym dziwnym przejściem. Obok przechodzą czeskie policjantki. Idę w miasto. Jest po południu, może pod wieczór, ale ludzi nie ma. Znam te okolice. Już kiedyś tu byłem (w rzeczywistości to już kiedyś mi się śniło!). Wchodzę do sklepu, w który znam z poprzedniej wizyty. Za mną wchodzi jakiś menel. Jest brudny i chyba lekko upośledzony umysłowo. Sklep mają zamykać, bo jest późno. Sprzedawczynie (też jakby mi znane i zdaje się, że mówiące po polsku) uśmiechają się. Wychodzę. Menel idzie za mną. Staram się mu umknąć. Nie daje się. On cały czas idzie za mną. Zatrzymuję się. Próbuję mu powiedzieć, żeby się odczepił. Zdaje się mnie nie rozumieć. Cały czas idzie za mną. Dochodzę na okrągły plac. Tu kiedyś były tramwaje, ale dziś nic nie jeździ. Menel jest cały czas ze mną. Poza nim na ulicy nie ma chyba nikogo. Niedługo będę musiał wracać do Polski. A On cały czas tu jest. Znowu próbuję mu tłumaczyć, żeby sobie poszedł. Bez skutku. Przez przypadek dotykam jego twarzy. Zostaje na niej ślad potu, który zmywa warstwę brudu, pod którą pojawia się jasna i czysta skóra.

22:30, mac_74 , Sny
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 09 lipca 2007
Sen: co nie jest modne w tym roku

[W zasadzie trochę się łamię, czy publikować ten sen, bo jest dość dziwny i taki tego.. no.. No ale niech tam. Powiedziałem sobie, że będę pisał o swoich snach, więc niech i ten będzie. Śniło się po różowym młotku, ale kiedy dokładnie to nie jestem w stanie powiedzieć, oprócz tego że ostatniej nocy.]

Idziemy większą grupą przez moje rodzinne osiedle w moim rodzinnym mieście. Miasto zmieniło się diametralnie, stoi co prawda cała ta wielka płyta znana mi z dzieciństwa, ale na parterach urządzono ogródki z knajpami. Przechodzimy właśnie przez taki ogródek i słyszymy za sobą tekst "W tym roku nie są modne małe piersi!". Tekst jest wyraźnie skierowany do nas, choć zupełnie nie mam pojęcia do kogo konkretnie. Jest nieco agresywny, szuka zaczepki. My prawdopodobnie szukaliśmy miejsca na jakieś drobne pojedzenie i ten lokal na pewno tym miejscem nie będzie. Zresztą sama knajpa, stylizowana na włoską pizzerię, też nie wygląda zachęcająco.

12:38, mac_74 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lipca 2007
Sernikowy sen

[Śniło się nad ranem, na lekkim bólu brzucha]

Mój dom rodzinny. Przed śniadaniem. Matka i siostra jeszcze śpią. Ja z ojcem zajadamy się sernikiem w pokoju oglądając telewizję. Sernik jest przepyszny, przywieziony prawdopodobnie od jakiejś rodziny. Są go dwa kawałki. Jeden lepszy, a drugi gorszy. "Bronię" lepszego przed ojcem, żeby go całego nie zjadł i żeby coś zostało dla siostry. W telewizji oglądamy dość dziwną dyscyplinę sportową. Konkurs skoków narciarskich, które polegają na tym, że w powietrzu trzeba strącić unoszący się balonik. Ojciec twierdzi, że przez ten sernik i przez te skoki spóźni się do pracy. Ja mu odpowiadam, że ja u siebie to ryzyko mam wkalkulowane. Ten sernik jest na prawdę super.

09:20, mac_74 , Sny
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 lutego 2007
Sen. Urlop w dwie pary

Coś dużo mi się śni ostatnio. To kolejny sen. Zapamiętał mi się zarys. Niewiele, ale zawszeć coś.

Jestem na urlopie. Mamy z Najlepszą z Żon wynajęty duży pokój na spółkę z jeszcze jedną parą (dziewczyna, którą znam "z reala" i jej mąż, którego nie znam). My zajmujemy jedno łóżko, oni drugie. Żyjemy w tym pokoju w zasadzie zupełnie niezależnie. Spotykamy się tylko od czasu do czasu niemal nie rozmawiając ze sobą (między parami). Pod koniec urlopu Najlepsza z Żon nawet występuje z pomysłem, żeby coś zrobić razem z tą drugą parą, ale sprawa się rozmywa. Oni wyjeżdżają wcześniej od nas. Na pożegnanie tamta dziewczyna uśmiecha się do mnie "szkudnie" i robi charakterystyczny gest skrzyżowania palców, taki jak dzieci robią, kiedy coś przyrzekają, a nie zamierzają tego spełnić.

Potem my wracamy z urlopu. Musimy mieć jeden nocleg po drodze. Wstępujemy na kwaterę, ale tam jest jakiś straszny tłok. [Tu sen się urywa]

13:32, mac_74 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 lutego 2007
Długi sen o policjancie, ojcu i jakichś dzieciach

Spałem długo. I sen też był bardzo długi. Cóż z tego skoro zachowałem w świadomości tylko niewielkie kawałki.

We śnie występowął mój ojciec, policjant (milicjant?) i dzieci. Miejsce akcji: miasto mojej Ulubionej Babci. Pamiętam niewielkie szczeguły.

[Coś dzieje się wcześniej, ale zupełnie tego nie pamiętam teraz]. Po rozmowie z moim ojcem jadę w kierunku granic przedmieścia, w którym mieszkała Babcia. Potem wracam. Droga jest przegrodzona. Jakieś nietypowe roboty drogowe. Przechodzę lewą stroną po miejscu, w którym powinien być chodnik. Łapie mnie policjant. Przenosimy się do tego miejsca, gdzie rozmawiałem z ojcem. W tym pomieszczeniu dzieci przygotowują jakieś ogromne sałatki w dziwnych pojemnikach (jakieś wózki?). Przygotowują się do jakiegoś wielkiego święta. Te roboty drogowe to też chyba dzieci prowadziły. Policjant jest raczej sympatyczny. Mówię mu, że oznaczenie sposobu omijania robót drogowych było niejasne, że próbowałem ominąć ich obszar tak, żeby jak najmniej zepsuć. Żeby zmienić temat zainteresowuje się tymi dziecięcymi sałatkami. Policjant pyta się "A jakie święto się zbliża?". Nie mogę sobie przypomnieć. "Bardzo ważne święto" podpowiada policjant. Podobny tekst pada z ust mojego ojca, który nagle okazuje się też być w tym pomieszczeniu. Nagle uświadamiam sobie, że jest grudzień. "Boże Narodzenie?" pytam niepewnie. Moja odpowiedź jest poprawna, ale nie budzi entuzjazmu, bo powinna być natychmiastowa, a pada po tak długim okresie zastanawiania się. Ale właściwie nadal jest miło i nienerwowo. 

13:49, mac_74 , Sny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 lutego 2007
Sen ptasi

Śniło mi się więcej, ale pamiętam tylko tyle:

Idę drogą koło zabudowań. Widzę polującego sokoła. Na płocie siedzi mały ptaszek, prawdopodobnie sikorka. Przeganiam ją, bo sokół jest zaraz za nią i w każdej chwili może na nią się rzucić. Udaje mi się - sikorka odlatuje. Ale w jej miejscu pojawia się dzięciołek - mały dzięcioł wielkości wróbla. Tego niestety sokół dopada i uszkadza. Ptaszek resztkami sił wykonuje ostatnie w swoim życiu ruchy. Przychodzą ornitolodzy. Dyskutują o niezwykłości występowania sokołów w tym miejscu. Oglądają nieżywego dzięciołka. Chcę się przed nimi pochwalić, że Najlepsza z Żon, też ptasiara jest moją żoną. I tu mi się sen urywa. Nie wiem czy coś było dalej. 

16:02, mac_74 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 lutego 2007
Sen wczorajszy

Spałem jedną noc u wujostwa w mieście chth. Sen przyszedł nad ranem, kiedy wierciłem się i przewracałem z boku na bok wspominając ciepło ciocine gołąbki. Wnętrzności też je wspominały. I chyba miały na ich temat inne zdanie ;-D

We śnie też przyjechałem do miasta chth na chemioterapię. Wchodzę do szpitala. Otwieram drzwi. Wiem, że muszę iść się przebrać do innego budynku i właśnie w tym budynku przyjąć leki [uwaga z reala: w realu zdaję sobię sprawę, że ten budynek, który mi się śnił nie miał zbyt wiele wspólnego z rzeczywistym szpitalem chemioterapeutycznym]. Po przekroczeniu progu szpitala, na środku korytarza widzę leżącą nastolatkę. Wokół niej potężna plama krwi. Jej ręce są rozrzucone, jakby gdzieś uciekała, gdy została... no właśnie, gdy coś jej się stało - sen nie precyzuje czy była martwa, czy tylko nieprzytomna. Na brzegach jeziora krwi siedzą inne nastolatki i próbują zetrzeć tą krew. Po jakimś czasie okazuje się, że ta krew to jest jakaś dziwna. Bo to właściwie nie krew, tylko słodki sok (syrop?) owocowy. Nastolatki zaczynają spijać krew-syrop. Ja do nich dołączam, choć martwię się, że nie zdążę pójść do drugiego budynku na chemię i nie zdążę przyjąć leczenia. Potem jeszcze coś się działo, ale ja już tego nie pamiętam, choć raczej nie było tego dużo. Budzi mnie budzik o siódmej rano. [Uwaga! Ten budzik też jest prawdopodobnie elementem snu! W rzeczywistości obudził mnie wujek wchodząc do pokoju, w którym spałem.]

21:20, mac_74 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 stycznia 2007
Mój Czeski Sen

Wyjechałem do Czech. Chyba na wakacje. Zima. Śnieg. Pociągi. Jestem sam. Nie ma ze mną Najlepszej z Żon. Prawdopodobnie jeden z tych moich bardzo kolejowych wyjazdów, na myśl o których Normalsi wywracają białka oczu i pukają się w głowę. Dość że wysiadam na jakiejś stacji (w górach??). Potem jadę gdzieś dalej tramwajem. Na stację kolejową. Po drodze słucham Cechomora. Ktoś po polsku zauważa, że to fajna muzyka. Zdejmuję słuchawki i próbuję użyć ich jako głośnika, żeby inni też usłyszeli. Dojeżdżam do mojego przystanku. Wysiadam. Jakaś dziewczyna siedzi na walizach. Nie znam jej. Zaczepia mnie. Pyta czy nie jestem z Dolnego Śląska. Ale nie jestem. Gadamy kiedy podchodzi do mnie inna dziewczyna. Znam ją. Kiedyś się w niej bardzo nieszczęśliwie kochałem. Witamy się bardzo wylewnie. Mówi, że na peronie siedzi Nasz Wielki Przyjaciel na walizach. Idę tam. Witamy się. Zabieramy walizy i idziemy na przystanek tramwajowy. Wsiadamy do tramwaju. Jest tłok.

DDDRRRRR.... DRRRRR.... DDDRRR.... (na zegarku w komórce 5:45. włącza się budzik i przerywa sen. Nie wiem co było dalej).

21:20, mac_74 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 listopada 2006
Się śniło...

Szliśmy przez góry i widzieliśmy ptaki drapieżne unoszące się na prądach wznoszących. Wiedziałem że w ten sposób przemieszczają się nasze drapieżnki podczas swoich wędrówek - tzw. przelotów. I że teraz właśnie one są na przelotach jesiennych. Odlatują od nas. Widok był piękny. Ptaki szybowały na dużych wysokościach. I tych wirów było kilka, a na każdym wirze unosiło się bardzo dużo drapieżników. W rzeczywistości takie zjawisko widziałem tylko raz. W Górach Świętokrzyskich, podczas przelotów wiosennych. Niesamowite wrażenie.

Może warto by popatrzeć w niebo?

17:00, mac_74 , Sny
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 sierpnia 2006
Sen o kałuży w lesie

Z tego snu pamiętam bardzo niewiele. Był las, do którego chodziłem jeszcze z przedszkolem. Wiem, bo byłem tam stosunkowo niedawno, że jeden z kwartałów tego lasu został wycięty po pożarze. I śniło mi się, że wchodzę do tego lasu, dochodzę do tego kwartału, a w tym kwartale stoi woda, taka kilkuhektarowa kałuża, jak po potężnej ulewie. Sen był bardziej rozbudowany, ale pamiętam tylko tyle.

18:55, mac_74 , Sny
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Popieram akcję ochrony doliny Rospudy
Ten blog jest optymalizowany do oglądania w przeglądarce Firefox przy rozdzielczości ekranu 1024x768 px.