Chth to chemioterapia. L to life. 73 to założona przeze mnie długość życia. Statystycznie nie żyję już od kilku lat więc może się uda.
wtorek, 21 sierpnia 2007
Znak życia
Nie jest łatwo.
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
...
Penze je daleko mládí v čudu
plápolá moje svíce
jak dlouho ještě tu strašit budu
je mi třiatřicet
J.Nohavica 
piątek, 17 sierpnia 2007
Strach
... żeby się tylko już nic nie spieprzyło. Na razie mi wystarczy. Potrzebuję odpoczynku. Stabilnych kilku dni bez bólu i bez dodatkowych atrakcji. Bez dodatkowych wiadomości. Żadnych podniedrożności za rogiem. Żadnych skurczy w żołądkach - ostatnio dochodzę do wniosku, że mam ich kilka (żołądków oczywiście - chociaż skurczy też) - bo jeden by nie dał rady tak dokuczać. Coraz więcej tego strachu, a on coraz bardziej męczy. Dopatruję się co gdzie rośnie. Czemu boli tu a nie tam. Paranoja. Nie mogę się od tego odczepić. Nie wiem jak mogę sobie pomóc. Nie wiem jak można mi pomóc. Sen bez odpoczynku. Zmęczenie. Czy wziąć jeszcze jeden młotek? Czy to będzie już za dużo? I czy dziś był piątek czy sobota? 
czwartek, 16 sierpnia 2007
Lepko

Znowu trudny, bólowy początek dnia. Do tego lekka depresja. Już nawet odwołałem się z pracy. Ale w końcu cudem jakimś (a zapewne w wyniku działań młotkujących) udało mi się z tego wyjść. I wyjść z domu. Do roboty. Po brakujące materiały. Taksówką. Marnuję kasę? Trudno. Chrzanię to. Nie piję, nie palę, forsę wydaję głównie na leki i na taksówki. Nie brałem laptopa. Żeby było jak najbardziej lekko i żeby nie zabierać się do pracy. Słusznie. Pogoda nie pomagała i każde dodatkowe dekagramy robiły różnice. Ale w robocie jak to w robocie - i tak zasiedziałem. Z planowanych kilku minut zrobiło się kilka godzin. W końcu jednak podjąłem decyzję o powrocie. Na dworze skwarka. Nogi z waty. Znowu taksi i do domu. Trochę to bez sensu. Ale jutro będę miał co robić. Mam materiały i błogosławieństwo Ulubionej Szefowej na pracę w domu. W domu w ramach przywracania mi apetytu polędwiczka z jabłkami. Zjadłem. Nawet ze smakiem mimo, że trochę zbyt mocno przypieczona wyszła. Potem jeszcze meldunek z frontu, że jedna z recept ma nie Taki podpis, a musi mieć Taki, bo to recepta różowa, a róż bez Takiego podpisu nie działa. Osobista Pani Doktor zachwycona. Jutro czeka ją wspinaczka pod mój Dach Nieba. Jutro wpaść ma jeszcze Moja Malutka Siostrzyczka z Odwiedziną. No to całkiem towarzyski dzień się zapowiada. Może wreszcie otrząsnę się z tej depresyjności cierpiętniczej.

A tak ogólnie to jest... lepko.

środa, 15 sierpnia 2007
A jutro

ma być miły dzień.
MIŁY DZIEŃ.
M I Ł Y  D Z I EŃ!

I tego będę się trzymać. 

wtorek, 14 sierpnia 2007
Idzie ku lepszemu
Po paskudnym poranku na wieczór idzie ku lepszemu.
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
Ciężkopis
Bardzo ciężko mi zrobić cokolwiek. Chth +1, +2, +3... znowu nie chce mi się pisać o tym co było. Usterki, ból, sen. Z tego ten ostatni najprzyjemniejszy, choć też przygnębia. W zasadzie mógłbym przespać wszystkie te trzy dni. Mam dość. Lubię pisać o tym jak sobię radzę. A nie radzę sobie. Albo radzę sobie coraz gożej.
piątek, 10 sierpnia 2007
Chth 0.
No. Wreszcie wziąłem drugi kurs chemii. Co będzie dalej to zobaczymy. A zapowiada się, że będzie. Ale niech kłopoty czekają na swoją kolej - ja teraz odpoczywam.
czwartek, 09 sierpnia 2007
Wczorajsze, dzisiejsze

Wczoraj najważniejszym wydarzeniem było wysłanie publikacji. Mam spokój na pewien czas z tym tematem. Teraz poczekamy na recenzje, na decyzję czy nasz artykuł nadaje się do tak dobrego czasopisma. Wydaje mi się, że szanse mamy. I trzeba by wyznaczyć nowe fronty działań. Ulubiona Szefowa postraszyła mnie trochę. Względnie niedługo kończy mi się umowa o pracę, a publikacji mam mało. Bardzo mało. Mogę oczywiście liczyć na zrozumienie mojej sytuacji przez pracodawcę do pewnego stopnia. Tylko jaki będzie to stopień tego już nikt nie potrafi przewidzieć. Nie wiem na ile jest to jej gadanie, mające na celu to, żebym w tej dość trudnej sytuacji zdrowotnej nie odpuszczał, żebym na miarę możliwości się mobilizował, ale jest to dla mnie nieprzyjemny dość komunikat, dodatkowe obciążenie. Nawet jeśli to prawda to i tak więcej nie pociągnę. Moim zdaniem mam pracować najlepiej jak potrafię, wyciągając z pracy jak najwięcej satysfakcji, bo to z jednej strony przynosi korzyści mojemu pracodawcy, a z drugiej strony jest dobre dla mnie. I tyle. Nie przeciągać struny. Wiem (a właściwie wydaje mi się), że Ulubiona Szefowa chciała by atmosfery naukowej w swoim stylu, pracującego zespołu naukowców, tak żeby aż szumiało. A ma mnie.

A wieczorem... chciałem skończyć pewną sprawę służbową. Potem poszedłem po małe zakupy, bo gryzoniom sianko się skończyło i nagle się zorientowałem się, że na dworze jest CIEMNO! Pierwszy raz tego lata wróciłem do domu z pracy po ciemku.

Nocka była całkiem miła - pewnie głównie dzięki standardowemu zestawowi młotków. Ranek już niestety mniej. Skurczowe bóle brzucha. Do tego brak wiadomości na temat konkretów chemii. Najpierw zadzwoniłem do szpitala - nikt nic nie wie, informacje nie zostały przekazane. Zadzwoniłem do Ośrodka, gdzie mają mi ją podać. Tu dla odmiany też nikt nic nie wiedzą - będą wiedzieć koło południa. Koło południa okazało się, że dowiedzą się koło 14:00. Dopiero wtedy pojawiła się osoba kompetentna i oświadczyła mi, że owszem ma mnie w zeszycie do chemii, ale dopiero na jutro. Podała godziny i pożegnała. No cholery można dostać. Z drugiej strony co i raz brzuch mnie pobolewa więc może to i lepiej, że nigdzie nie muszę teraz jechać. Nie wiem czy od niskiego ciśnienia, czy od nadmiaru środków przeciwbólowych większą część dnia przespałem. I chyba będę kontynuować.

Acha. I pięknie lało dzisiaj przez chwilę. 

wtorek, 07 sierpnia 2007
Chyba zaczynam się gubić. Wieści z frontu.
No więc wymieniłem sobie stomie. Obie. Zupełnie bezboleśnie. Można powiedzieć, że poza duchotą szpitalnych pomieszczeń to nawet prawie przyjemnie było. Zjadłem zupkę w szpitalnym karmniku (kalafiorowa, wreszcie z ziemniakami! - mam nadzieję, że mnie nie zabije). I już miałem wychodzić i jechać na drugi koniec M.ST. na drugą chemię kiedy w korytarzu spotkałem Doktora od Nowej Chemii. Okazało się, że wyniki analiz od wczoraj do niego nie doszły. Popatrzył na mnie, zadał pytanie o wymianę stomii, po czym stwierdził, że w takim razie to warto było by żebym sobie odpoczął po tej wymianie jeszcze trochę i chemię zrobimy w czwartek. Trochę się dziwiłem, bo zdawało mi się, że ta wymiana nefrostomii była praktycznie jedną z lżejszych w historii i zniosłem ją rewelacyjnie. No ale cóż. Zgodziłem się - co miałem robić. Nic stałego nie ma pod słońcem. A zwłaszcza w terminarzu pacjenta onkologicznego.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 80
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Popieram akcję ochrony doliny Rospudy
Ten blog jest optymalizowany do oglądania w przeglądarce Firefox przy rozdzielczości ekranu 1024x768 px.