Chth to chemioterapia. L to life. 73 to założona przeze mnie długość życia. Statystycznie nie żyję już od kilku lat więc może się uda.
czwartek, 20 września 2007
:(

Nie jest lepiej. Boję się kolejnej nocy.

poniedziałek, 17 września 2007
Ciąg dalszy kryzysu
No i posypany jestem dokumentnie. Fizycznie nie samodzielnie nie jestem w stanie podnieść się z łóżka. Jest to uczucie dodatkowo paraliliżuje psychicznie. I cierpienie fizyczne. Odleżyny, problemy z wypróżnieniem którego po prostu nie ma. Z wiązku z tym ból. Marudzenia sięgają zenitu. Mam nadzieję, że w końcu coś z tego jednaj ruszy. Bo skończy się bardzo źle.
środa, 12 września 2007
Koszmar
To już się powtarza kolejną noc. Nie mam siły wstawać z łóżka. We wszystkim jestem zależny od najlepszej z Żon. Nie mam rączki ani nóżki. Żona ma dość moich nocnych wstawań. Ja też. Bezsenność po trzykroć. Już nie wiem czy gorsza od bólu. Muszę prosić o głupią herbatę. O dosłownie wszystko. A ja budzę się. Wiercę się w tę i we wtę. NIe wiem czy chcę tabletkę bólową czy rozluźniającą czy jaką. KOSZMAR. Ja nie mam tak siły. RATUNKU!
UCIEKAĆ!!! Czy ktoś może mi pomóc? 
poniedziałek, 10 września 2007
OMIJAŁ BARDZO RADOŚNIE PRZERÓŻNE RPZESZKODY

Latając zakosami bardzo ciekawie pewien gacek młody

I gdy już się cieszył, że jednak omija wpadłszy na jedną z przeszkdód rozbił sobie ryja. 

niedziela, 09 września 2007
Ciągle problemy.
Teraz siedzę już pod kroplówką  przy komputerze. Dużo się zmienia, niestety cały czas nie w tą stronę, w którą bym chciał. Najlepsza Żon ratuje mnie jak może. Ja ratuję się jak mogę. Teraz szykuje się wizyta siostry. Zobaczymy.
niedziela, 02 września 2007
Uruchamiania ciąg dalszy
Dziś ciąg dalszy uruchamiania mnie. Jutro muszę pojawić się na chwilę w robocie. Dziś z tej okazji byliśmy na spacerze w parku. A teraz jestem bardzo senny. Bardzo trudno mi się dobudzić. Trochę martwią mnie nawracające bóle brzucha, które męczą mnie dość istotnie. No ale może i one przejdą.
sobota, 01 września 2007
Nowe kapcie

Dostałem wczoraj nowe kapcie. Stare były już tak wymęczone prawie tak jak jak ja ostatnimi dniami. Odrywały się podeszwy, palce wychodziły przez krawędzie. Emerytura należna od dobrych kilku miesięcy. I nie piszmy tu jak one wyglądały.

Te nowe kapcie są co prawda nie rozchodzone, ale się rozchodzą lada chwila, lada dzień. To miły prezent. Przy okazji niestety okazało się, że mam całkiem solidnie spuchnięte nogi. No ale na to to już wiadomo jak reagować. Życie biegnie bardzo powoli do przodu. Na razie nie bardzo chce przyspieszyć. Chociaż... może... odrobinę...

Na obiad w planach krupnik, a wieczorem być może skrawki sushi. W zależności jak na krupnik zareagują moje żołądki. I wizyta Osobistej Pani Doktor.

Właśnie przypaliłem kaszę na krupnik. Ale nie dramatycznie.

środa, 29 sierpnia 2007
Ślad kolejnego kroku

To ciągle jeszcze zmaltretowany domowy "ciapek" przecinający miliony kilometrów między łóżkiem, kuchnią i łazienką. Z nadzieją, że tras do łóżka będzie coraz mniej. No i jest trochę mniej tych tras.

Brzuch mnie morduje cały czas i bardzo pozytywnie odczuwam opiekę "organizacyjną" i ustawianie leków. To powinno przynieść jakieś efekty - przede wszystkim odciążyć trochę organizm no i skuteczniej usuwać ból. Już powoli przynosi.  Gubię się strasznie umysłowo. Ciężko się skupić. Ciężko włączyć komputer. Nie daje to takiej radości jak zwykle. Wszystko to bardzo dziwne.

Dego jeszcze poza własnymi zmartwieniami, których nie potrafię ogarnąć muszę borykać się ze zmartwieniami bliskich. Z ich poczuciem winy, z ich "a co będzie gdy" się stanie. I nie dociera do nich, że to przekracza moje siły.  

Dziwnie jest też z tym myśleniem, które się pojawia. To ciężkie do opisania. Wyraźnie myśli wywołane przez młotki. Opisanie ich było by bardzo ciekawe, ale.. nie mam siły, a po opisaniu pewnie i tak by tego nikt tego nie zrozumiał. Zresztą sam miewam z tym problemy. 

sobota, 25 sierpnia 2007
Kroczek
No to spróbujmy coś napisać. Klawiatura sztywna, bo komputer nie mój. Właśność Najlepszej z Żon. Temperatrura znośna. 25 stopni. Ale osłabienie bardzo mocne. Ledwo trzymam się na nogach od krzesła. Musiało być ciepło ze w mną w ciągu tych ostatnich kilku dni, bo niemal czułem n-tym zmysłem pielgrzymki rodzinne chcące złapać ostatni kontakt ze mną. Czułem ich strach. A z mojej strony to dostyć dziwnie. Na pewno bardzo się irytowałem, bo zupełnie nic nie mogłem zrobić. Ból. Prochy. Skutki uboczne prochów. Świadomość niemożności. Straszne upodlenie. Zmagania z rzeczywistością, z wytrzymałością własną i Najbliższych. Chciało by się im odkrzyknąć - no nie wiem. Nie wiem co mam robić. Nikt nie wie. Wasze tłumaczenia znam. Pocieszam się nimi od dłuższego czasu. Wiem, że chcecie mi pomóc, ale nie pytajcie mnie jak można mi pomóc. Bo ja jeszcze bardziej nie wiem niż wy. W końcu przyszła nadzieja. Skuteczniejsze leki przeciwbólowe, odtykające i stawiające na nogi. Skuteczniejszy schemat. Co będzie dalej nie wiem. Noga po kolejnym kroku już chyba postawiona. Trzeba odpocząć i zastanawiać się, gdzie stawiać krok następny. I kiedy go stawiać. Ile czasu mogę poświęcić na odpoczynek. Bo rola odpoczynku staje się coraz bardziej istotna.
środa, 22 sierpnia 2007
Nie zapeszać.
Ruszyło do przodu. Mam nadzieję.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 80
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Popieram akcję ochrony doliny Rospudy
Ten blog jest optymalizowany do oglądania w przeglądarce Firefox przy rozdzielczości ekranu 1024x768 px.